wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 4

                                       Włączcie sobie Live while we're young


      Obok mnie leżał Liam, na nim była Danielle, a Harry trzymał ją za tyłek. Niedaleko pary leżała Eleanor nad nią Louis przytrzymywał się na rękach i się całowali. Wszystko ok tylko, że oni spali! Jak mówiłam Harry był na mnie. Noga Zayna była na tyłku Hazzy, a jego głowa znajdowała się na tyłku Nialla. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Pobudziłam wszystkich. Jedyny plus był tego, że lokowaty spadł ze mnie i mogłam swobodnie wstać. Niestety Louis spadł na Elkę, a Zayn zaczął piszczeć jak otworzył oczy. Niall wystraszył się pisku mulata i puścił bąka w twarz brązowookiego, a ten w jeszcze głośniejszy wrzask i zaczął biegać po całym pokoju.
      Po 15 minutach opanowaliśmy śmiech i zrobiliśmy śniadanie, a gdy je zjedliśmy buła godzina 10.33. Chłopaki na 11 mają próbę, o 20 koncert. Mieliśmy się spotkać na tyłach hali.
     Poszłam do łazienki, aby się odświeżyć. Po drodze zabrałam białe rurki, tego samego koloru sweterek, niebieski top i tego samego koloru conversy.
     Ok. godziny 17 zaczęłyśmy się szykować na koncert. Ja założyłam czerwone rurki,czarny T- shirt i szare conversy. Z włosów zrobiłam loki.
     W pół do 20 byłyśmy w garderobie chłopaków i patrzyłyśmy jak ich stroją.
     O 19.59 życzyłyśmy im powodzenia i wybiegli na scenę. Po 22 skończył się koncert, a po 23 byliśmy w domu.
     Gdy leżałam w łóżku usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę.
- Można?. - To był mulat
- Tak. Coś się stało?
- Mhmm.... Nie mogę zasnąć.
- A co z tego będę miała?
- Całusa i rano niespodziankę.
-No to się skuszę.
      Następnego ranka obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Może dlatego, że obok mnie leży mój wymarzony chłopak? Dobra. Koniec myślenia i czas wstawać, bo jest godzina
9. 17. Miałam z tym mały problem, ponieważ trzymałam mnie ręka Zayna. Próbowałam ją zdjąć lecz za mocno ją trzymał.
- Zayn wstawaj. - szepnęłam
- Zayn. - szturchnęłam go
- Zayn! - wydarłam  mu się do ucha. Skutkiem tego było to, że spadł z łóżka.
- Co się... Co ja robię na podłodze?
- Sam spadłeś.
- Aaaa..... Mnie się nie straszy.
- Straszy, A teraz przepraszam, bo idę się ubrać. W drodze do łazienki zabrałam rurki z ćwiekami przy kieszonkach, białą bokserkę, tego samego koloru conversy i kawową bluzkę z napisem "I love New York". Gdy się ogarnęłam zeszłam na dół do kuchni, gdzie spotkałam resztę moich współlokatorów.
- Cześć.
- Hej.
- Dziś piątek. Może pójdziemy na jakąś imprezę?
- Ok - zgodzili się wszyscy
     Po zjedzeniu posiłku wybraliśmy się do wesołego miasteczka.

1 komentarz: